Gmina bez miasta nie poradzi sobie

24 Styczeń 2013
- Jeśli miasto przestanie rosnąć, to prosperity gminy trwać będzie może dziesięć lat, może kilkanaście – mówi senator Stanisław Iwan.

- Kiedyś mieszkał pan w mieście Zielona Góra, teraz na terenie gminy wiejskiej. Gdzie się żyje lepiej i taniej?
- Lepiej i taniej – to dwie różne sprawy. Kiedyś mieszkałem kilkaset metrów od ratusza, teraz mieszkam na przedmieściach, tuż za granicami miasta. A więc teraz żyję trochę spokojniej. Jeśli chodzi o koszty życia, to nie ma praktycznie żadnej różnicy, bo kupuję w tych samych sklepach, co kiedyś.

- A w ogóle coś się u pana zmieniło po wyprowadzce do gminy?
- Może numer rejestracyjny auta i jakość dróg. Chodzi o dziury na gminnych drogach, które - mam nadzieję - istnieją tylko chwilowo, do czasu kiedy w mojej wsi zostanie wreszcie zrobiona kanalizacja i wodociąg. Niedawno gmina uruchomiła oświetlenie uliczne, więc nawet w nocy jest bardziej ,,miejsko”. Generalnie mam wrażenie, że miasto i gmina od pewnego czasu stanowią już jeden organizm, tyle że zarządzany przez dwie odrębne struktury administracyjne.

- Można powiedzieć, że to sztuczna sytuacja, nieprzystająca do rzeczywistości?
- Sądzę, że tak. Gmina wiejska jest tzw. gminą „obwarzankową”, przylegającą ściśle do miasta. Miejscami zabudowa jest tak zwarta, że trudno zorientować się, że granica przebiega przy jakimś krawężniku lub na rondzie. W młodości mieszkałem na Sępolnie we Wrocławiu. Mleko kupowaliśmy od gospodarzy w podwrocławskiej wsi Swojec, która teraz jest częścią Wrocławia i nazywa się Swojczyce. To naturalny miejski proces integracyjny.

- Bywa pan też w Rzeszowie, który od kilku lat etapami wchłania sołectwa otaczające miasto…
- Rzeszów ma inną sytuację niż Zielona Góra, bo jest otoczony wieloma gminami i łatwiej jest tam wcielać pojedyncze sołectwa, niż integrować całe gminy. U nas sytuacja wygląda tak, że najwięcej mieszkańców mają wsie położone najbliżej miasta: Przylep ma prawie 3 tys., Racula ok. 2 tys., Stary Kisielin i Łężyca po ok. 1,7 tys. Gdyby więc miasto miało wcielić tylko te miejscowości, to rzeczywiście gminie wiejskiej stałaby się krzywda. Zbiedniałaby gmina i jej mieszkańcy. Tymczasem przy opcji połączenia obu samorządów w całości, to nawet mieszkańcy wsi oddalonych od miasta, jak Barcikowice czy Jeleniów, będą mogli partycypować w budżecie miasta, nieporównanie większym niż obecny budżet ich gminy. To oczywiście będzie wymagało zrównoważonej polityki rady miasta. Ale przecież będzie wypracowany „Kontrakt Zielonogórski”, gwarantujący wydanie 100 mln zł z tytułu zwiększonego PIT, wyłącznie na inwestycje w tereny wiejskie. Dzięki temu nawet małe Barcikowice, gdzie mieszka ok. 200 osób, mogą dostać w tym okresie kwotę rzędu 1 mln zł. Nie ma więc lepszego rozwiązania niż to, które proponują władze miasta.

- Zastanawia mnie tylko, dlaczego polskie gminy nie garną się do procedur połączeniowych, mimo racjonalnych i wymiernych finansowo zachęt?
- To jest pewien paradoks. Polskie gminy i powiaty próbują się dzielić, zamiast integrować. Sądzę, że powody tkwią w mentalności. Myślenie w szerszych kategoriach, w perspektywie długookresowej, jeszcze się nie wykształciło, dominuje patrzenie tylko na swoją ulicę, swój dom i własne podwórko – tu i teraz. Brakuje patrzenia na swój dom w ogólniejszym kontekście. A przecież nie da się uciec od rzeczywistości, od europejskich i światowych trendów. Wiadomo, że nakłady na rozwój są kierowane tam, gdzie istnieją wielkie skupiska ludzkie, a małe ośrodki zaczynają się kurczyć. To jest bardzo ważne z punktu widzenia Zielonej Góry.

- Ma pan na myśli proces wyludniania miasta i ucieczki młodych ludzi?
- Temu zjawisku towarzyszy coś, co nazywam „błędnym kołem” albo „sprzężeniem zwrotnym”. Otóż młodzi ludzie i fachowcy, którzy chcą dobrze zarabiać i awansować, opuszczają nasz region, bo tutaj nie ma wystarczająco dobrze rozwiniętego przemysłu ani wielu firm, które byłyby w stanie zaspokoić ich aspiracje. A dlaczego nie ma tych firm? Dlatego, że brakuje fachowców, a także dlatego, że populacja miasta zaczęła się zmniejszać. Jedno i drugie się nakręca. Błędne koło. Pamiętajmy, że Zielona Góra jest najmniejszym powierzchniowo i ludnościowo miastem wojewódzkim w Polsce. Po połączeniu z gminą ta sytuacja uległaby zmianie. Inwestorzy na takie parametry patrzą uważnie.

- No, ale część radnych gminy wiejskiej mówi: nam jest dobrze tak jak teraz, nam połączenie z miastem jest niepotrzebne.
- Na krótką metę, może i tak, ale już w perspektywie średniookresowej to się zmieni. Gminie bez miasta trudniej się rozwijać i odwrotnie. Jeśli miasto przestanie rosnąć to prosperity gminy trwać będzie może dziesięć lat, może kilkanaście. Jeśli liczba mieszkańców miasta spadnie do 100 tys. i straci ono prawa wojewódzkie, ubędzie kilka tysięcy miejsc pracy, uniwersytet w mieście powiatowym też nie przetrwa. I wówczas tych dobrze sytuowanych mieszkańców gminy wiejskiej, którzy przysparzają gminie dochody robiąc interesy i pracując w mieście, przestanie przybywać, bo nie będą mieli środowiska do realizacji swoich celów. Oni przejdą na emerytury, a nowych po prostu nie będzie, bo wyjadą za interesami i wybudują się pod Wrocławiem czy Poznaniem. Podsumowując, prezydent Wadim Tyszkiewicz zauważył już dawno, że atrakcyjność inwestycyjna Nowej Soli jest związana z bliskością Zielonej Góry. Uważam więc, że z przyczyn strategicznych trzeba połączyć miasto i gminę.

- Podobno był pan przekonany do połączenia, zanim jeszcze przekonały się do tego władze miasta. Zachęcał pan do tego prezydenta?
- Zrozumiałem tę konieczność w czasach, kiedy byłem wojewodą lubuskim. Już wtedy wyraźnie było widać, że lubuskie stolice są za małe i że nie jesteśmy znaczącym partnerem do rozmów w Warszawie. Mówiłem o tym głośno.

- Dziękuję.

rozmawiał Michał Iwanowski
mich.iwanowski@gmail.com

Artykuły powiązane: 

Miasto widzę piękne! - mowi Bożenna Bukiewicz

Jaka będzie Zielona Góra za 5-10 lat? – Nadal piękna, większa o gminę, z gotową drogą ekspresową S3, z wydziałami lekarskim i prawa na Uniwersytecie Zielonogórskim – odpowiada posłanka Bożenna Bukiewicz.

Naprawdę duży może więcej

- Gdybym był prezydentem, też usiłowałbym połączyć miasto z gminą. To jednak tylko pierwszy krok w szybszym rozwoju miasta – uważa poseł PO Waldemar Sługocki.

Połączenie? To mieszkańcy zdecydują

- Myślę, że dzisiaj jest mniej ważna odpowiedź na pytanie czy się łączyć, czy nie. Pytanie, czy to spowoduje lepszy rozwój, lepszą przyszłość - mówi wójt Mariusz Zalewski.

Ułóżmy to jeszcze lepiej - połączmy nasze samorządy

- To ostatni dzwonek na połączenie miasta z gminą. Europa i Polska rozwijać się będą wokół silnych ośrodków. Musimy walczyć, by nie wypaść z tej stawki - mówi prezydent Janusz Kubicki.
wybierz swoje
Barcikowice sołtys Franciszek Kosidło Franciszek Kosidło
Drzonków sołtys Renata Woźniak Renata Woźniak
Jany i Stożne sołtys Monika Turzańska Monika Turzańska
Jargoniewice sołtys Elżbieta Świercz Elżbieta Świercz
Jeleniów sołtys Wojciech Bortnowski Wojciech Bortnowski
Kiełpin sołtys Aneta Walczak Aneta Walczak
Krępa sołtys Janusz Sikora Janusz Sikora
Łężyca sołtys Jolanta Rabęda Jolanta Rabęda
Ługowo sołtys Agnieszka Głuska Agnieszka Głuska
Nowy Kisielin sołtys Andrzej Zalewski Andrzej Zalewski
Ochla sołtys Aleksander Kosowicz Aleksander Kosowicz
Przylep sołtys Mieczysław Momot Mieczysław Momot
Racula sołtys Mirosława Jabłonka Mirosława Jabłonka
Stary Kisielin sołtys Krystyna Koperska Krystyna Koperska
Sucha sołtys Ireneusz Rypson Ireneusz Rypson
Zatonie i Marzęcin sołtys Krzysztof Sadecki Krzysztof Sadecki
Zawada sołtys Jan Smoter Jan Smoter
Zielona Góra prezydent Janusz Kubicki Janusz Kubicki