Sportowe podsumowanie roku

22 Grudzień 2021
W świątecznym wydaniu „Łącznika” proponujemy podsumowanie roku 2021 w zielonogórskim sporcie. Ostatnie 12 miesięcy znacznie częściej kojarzy się nam z porażkami, spadkami, aniżeli z medalami i sukcesami. Te ostatnie jednak też były. Wydarzenia z mijającego roku podsumowują dziennikarze sportowi: Andrzej Flügel i Marcin Krzywicki.

Znów poczuć głód żużla

 

Marcin Krzywicki: - Andrzeju, spotykamy się, by podsumować rok zielonogórskiego sportu. Rok słaby, bo gdzie się nie obejrzeliśmy, tam był albo spadek, albo po prostu niezadowalające wyniki i porażki. Poczynając od żużla, dyscypliny numer 1 w naszym mieście, z którym to rankingiem się nie zgadzasz, oczywiście, na pierwszym planie stawiając futbol, ale o piłce później. Spadający po 15 latach Falubaz to jak koniec pewnej epoki. Młodsze pokolenie kibiców może nawet nie pamiętać jazdy poza ekstraligą.

Andrzej Flügel: - Spadek był. Ja widziałem po stylu, że raczej nic z tego nie będzie. Liczenie na koniec, że wygrają we Wrocławiu, to było marzenie ściętej głowy.

MK: - Kiedy to poczułeś? Ja po raz pierwszy o degradacji pomyślałem po tym nokaucie z Wrocławiem, ale u nas, gdy Falubaz przegrał 27:63.

AF: - Ja wtedy jeszcze nie, bo czasami jeden mecz można przegrać wysoko. My jednak nie wygrywaliśmy z zespołami słabszymi niż ten Wrocław. Miałem nadzieję cały czas, bo Grudziądz cienko prządł. My byliśmy słabi, ale oni długo wydawali się jeszcze słabsi. Mieli chyba jednak większą determinację i trochę farta.

MK: - Z drugiej strony szczęście sprzyja lepszym. Rok wcześniej Falubaz miał szczęście przy sobie, bo rzutem na taśmę wjechał do fazy play-off.

AF: - Skład był w tym roku taki, że myślałem, że na szóste miejsce wystarczy. Niestety. I jeszcze odejście Patryka Dudka…

MK: - Swoją drogą są tacy, którzy w Patryku upatrują największą winę za spadek, okraszony jeszcze odejściem do Apatora Toruń. Co myślisz?

AF: - Wydaje mi się, że nie. Żużel to sport indywidualny, ale tutaj o punkty walczy cała drużyna. Można wymienić kilku, którzy zawiedli. Matej Žagar, Piotr Protasiewicz, który miał słabszy początek. Zawalił cały zespół. Smutek, żal. Kiedyś też byliśmy numerem jeden pod względem marketingu, wyznaczaliśmy trendy. O tym się mówiło i wiele klubów brało z nas przykład. Kiedyś, w Olsztynie, facet w muzeum zapytał, skąd jestem i na odpowiedź „Zielona Góra” od razu odpowiedział: Falubaz!

MK: - Zastanawiam się, czy czasami nie trzeba spaść, by na nowo poczuć głód żużla. W ostatnich latach, wyłączając okres pandemii, to nie był ten Falubaz, na który ludzie „walili drzwiami i oknami”. Mam w pamięci mecz z Unią Leszno, ten ostatni w Zielonej Górze. Czy był możliwy na tamte „obostrzeniowe” czasy komplet? Moim zdaniem nie, było sporo wolnych miejsc. U nas już nie ma głodu jak kiedyś. Teraz taki głód jest w Lublinie. Motor przypomina mi Falubaz sprzed kilkunastu lat.

AF: - Dokładnie! Zobacz jednak, że na koszykówkę też ludzie kiedyś walili tłumnie, a teraz? 800? 1000 osób?

MK: - Może my się jako społeczeństwo przez pandemię rozleniwiliśmy? Niemal ze wszystkiego jest dziś transmisja, nie trzeba wstawać z fotela. Inna rzecz, to oczywiście strach przed koronawirusem.

AF: - Mam znajomych, którzy całe życie chodzili na żużel, a teraz mają telewizor na działce i tam oglądają sobie z kolegami przy jakimś napoju. Zobaczą wszystko, jeszcze z powtórkami. Wielkie kluby, mam na myśli te piłkarskie, zapełniają stadiony na świecie.

MK: - To zaapelujemy tu, przy okazji świąt, do kibiców: chodźcie na mecze, bo też jesteście sponsorami.

AF: - Ja mówię to zawsze. Prawdziwy kibic to ten, który chodzi na mecze, a nie siedzi w kapciach przed telewizorem. A wracając do Falubazu, myślę, że się podniesie.

MK: - Na horyzoncie jest Polonia Bydgoszcz. Myślę, że Falubaz spadł w bardzo złym momencie, bo są chętni do awansu. Rok temu nikt o aspiracjach głośno nie mówił. A teraz Falubaz, Polonia, a i Wilki Krosno też nie mówią „nie”.

AF: - Nie słychać sygnałów, żeby było źle. Miasto wspiera, sponsorzy są. Mam nadzieję, że kibice będą szczęśliwi jesienią przyszłego roku.

MK: - Z Patrykiem Dudkiem?

AF: - Moim zdaniem powinien wrócić. Z drugiej strony, przywiązanie do barw klubowych było fajne kiedyś. Dziś to inny świat.

 

Mural z „Koszarem”?

 

MK: - Zostawmy to, bo jeszcze większe rotację są w koszykówce. I jak byśmy chcieli nagradzać kogoś za poprzedni sezon, to nie bardzo jest kogo. Krzysztof Sulima i David Brembly dołączyli  pod koniec poprzedniego sezonu.

AF: - Należy chwalić za tamten rok. Zastal miał pod górkę bardziej niż ostrowianie, w związku z tą śmieszną bańką zrobioną pod publiczkę. Moim zdaniem to nie było w porządku. Zawodnicy i trener mówili, że było OK. Nie było OK. Przy normalnych play-offach, moim zdaniem, Zastal byłby mistrzem. Szkoda finału, ale sezon był bardzo fajny. Zresztą po pierwszym meczu myślałem, że tak będzie.

MK: - Pamiętam słowa Grzegorza Chodkiewicza, jak po pierwszym meczu finału, który Zastal wygrał, powiedział, że będzie 4-0 lub 4-1. Ten drugi wariant tylko wtedy, gdy Zastalowi się hotel będzie podobał. Ja sam byłem trochę rozczarowany faktem, że fizycznie nie dotrzymaliśmy kroku. Myślałem, że jako zespół zaprawiony w graniu co dwa dni, w rywalizacji na dwóch frontach, będziemy w stanie górować nad Stalą, która grała mniej.

AF: - U siebie byłoby inaczej albo chociaż gdyby bańka była neutralna… Rzadko narzekałem w ostatnich latach na sędziów, ale tu sędziowanie mnie też zaskoczyło na minus. Jednym pozwalano na coś, drugim coś gwizdano. Może nie było tendencji, ale jak mawiał pewien trener piłkarski - 10 procent dla gospodarzy.

MK: - Zgadzam się. Tych spornych sytuacji rozstrzyganych na korzyść gospodarzy było dużo. Rozmawiałem też z jednym z sędziów, który w Zielonej Górze pracuje przy stoliku sędziowskim i on sam był krytyczny wobec pracy arbitrów.

AF: - Zastal w tamtym sezonie grał ogólnie bardzo dobrze. Z rzeczy, które mnie nadal martwią, to konflikt z miastem i brak pieniędzy. To chyba węzeł gordyjski, sytuacja nie do ogarnięcia. Trener Vidin też jest innym trenerem niż Tabak. Zespół również się zmienił. Liczyłem jednak na więcej. Nie chodzi nawet o porażki, ale o styl. Chodzi o to, żeby nie wychodzić na mecz ze spuszczoną głową. Tak jak było za trenera Igora Jovovicia w lidze VTB. On jednak miał pięć zwycięstw w całym sezonie. Jestem pełen obaw.

MK: - Pierwsza piątka robi niemal wszystkie punkty całego zespołu. Brakuje jakościowego wsparcia z ławki.

AF: - Boję się tego, co będzie dalej. Dziwię się też, że w przerwie reprezentacyjnej wszystkim pozwolono się rozjechać. Niepokoją mnie tłumaczenia trenera Vidina, który zawsze mówi, że nie ma czasu na treningi. Może trzeba przestać się łudzić, że w tym sezonie coś nam się uda ugrać. Może być przerwa w medalach. I trzeba będzie się zastanowić, co dalej. Przydałoby się jeszcze wzmocnić wizerunkowo ten klub. Zastal robi nawet mniej niż Lechia. Mam taki pomysł, żeby przy drogach, na ekranach akustycznych były murale z wizerunkami zasłużonych zawodników.

MK: - Na pewno przydałby się mural Łukasza Koszarka. Zasłużył sobie na to. Koszulka z jego numerem 55 przed meczem z Legią została zastrzeżona. Właściwie stało się to, co stać się musiało, bo „Koszar” to uosobienie najlepszych lat zielonogórskiego basketu. Był członkiem każdej mistrzowskiej drużyny. Grał z Zastalem we wszystkich międzynarodowych rozgrywkach z Euroligą włącznie.

AF: - Pierwszy, ten brązowy medal w 2012 roku był bez niego, a cała reszta była już z nim. Kapitalny zawodnik. Cały czas siedzi mi to w głowie, że odszedł. Miał tu przecież być do końca i tu zostać także po karierze. Może jako trener lub menadżer. Moim zdaniem nie wiemy wszystkiego o odejściu. Jest tam coś jeszcze pod skórą. Może Łukasz się wkurzył na pewne sprawy w klubie. Absolutnie mu się to uhonorowanie należało. Świetny zawodnik i fajny człowiek. Normalny. Zawsze miałem wielką przyjemność z nim rozmawiać. Z nim nigdy nie było problemów. Takich klasowych sportowców potrzeba w całym polskim sporcie.

 

Lechia ciągle z łatką

 

MK: - Klasowych zawodników potrzeba nam pewnie też w Lechii Zielona Góra, by ktoś dołączył do naszego zespołu w przerwie zimowej.

AF: - O, piłka nożna! Wreszcie! Zawsze to mówię, możesz mieć sukcesy w żużlu, koszykówce, pięcioboju, w kickboksingu. Jak nie masz futbolu, to jesteś słabym miastem i zdania nie zmieniam od lat. Zielona Góra jest słaba sportowo, bo nie ma dobrej piłki nożnej.

MK: - Będę cię w takim razie prowokował, bo ja futbol też kocham, ale dla kogo ta piłka tutaj?

AF: - Przekonajmy się!

MK: - Było otwarcie nowej trybuny na „dołku” przy ul. Sulechowskiej, na derby z Cariną Gubin. Była ładna jak na jesień pogoda i co? Więcej przybyło ludzi z Gubina niż z Zielonej Góry.

AF: - Tak argumentując, może grajmy tylko w okręgówce. Nie róbmy niczego. W latach 90. było 6 tys. ludzi na piłce w Zielonej Górze, w II lidze. Pamiętam nawet 10 tys. na trybunach w latach 70., no ale to już mezozoik dla niektórych, dla ciebie też!

MK: - Tylko, że wtedy w ogóle było mniej rozrywek.

AF: - Dokładnie! Nie było telewizorów, a jak już się pojawiły, to mecze leciały po połówce w kablówkach. Na stadionach nie było oświetlenia, wszystko było przaśne, a ludzie chodzili na mecze. Dla mnie to szok, że w takim mieście nie ma piłki na poziomie centralnym. My mamy III ligę i jeszcze walczymy o utrzymanie.

MK: - Na pewno liczyliśmy na lepszą jesień Lechii. Ja liczyłem na miejsce w dziesiątce tabeli. Ten zespół w ostatnich meczach cierpiał strasznie. Oczy potrzebowały kąpieli po meczach, choćby od tej strzeleckiej indolencji. Wszystko co z przodu, opierane było na jednym zawodniku - Przemysławie Mycanie.

AF: - No i co można zrobić? Trener ambitny człowiek, fachowiec, żyje tym całym sercem. Władze klubu zaangażowane, rozwija się marketing. W mediach społecznościowych cały czas są komunikaty.

MK: - Wciąż jest silny stereotyp Lechii słabej organizacyjnie i finansowo, Lechii trapionej problemami z przeszłości, do tego grającej nieatrakcyjną piłkę. Czy kiedyś uda się to zmienić? Zielonogórska piłka jakkolwiek się nie nazywała, miała zawsze taką samą łatkę.

AF: - Nawet polityków mieliśmy w zarządzie! I nic z tego nie wyszło.

MK: - To co mamy zrobić? Porwać szejka katarskiego?

AF: - Gdyby tu się pojawił człowiek z pieniędzmi, który twardo postawiłby nie na żużel, nie na kosza, a na piłkę. Taki zapaleniec jak Zbigniew Morawski przed laty, pomijając, że to wszystko wtedy było z piasku. Sprzysiągłbym się z diabłem, żeby tu taki mecz Lechii z Legią zobaczyć!

MK: - Schodzimy na ziemię!

AF: - No właśnie! W tej drużynie to chyba wszyscy się sobą trochę zmęczyli.

MK: - Fakt! Nie widać progresu, a raczej stagnację. Nie będziemy rzucać nazwiskami, żeby przy świątecznym stole przykrości nie robić.

AF: - Mam obawy czy my się w ogóle utrzymamy. U nas jak wpadała bramka ze strony rywali, to już nie potrafiliśmy odpowiedzieć.

MK: - Jak będzie wyglądać wiosna? Szykuje się nerwowe wyrywanie punktów.

AF: - Na pewno będzie nerwówka i trzeba się kimś wzmocnić. Oprócz problemów ze zdobywaniem goli, było też sporo błędów defensywy i łatwo tracone bramki. Piłka jest dla mnie najważniejsza, ale nie widać za bardzo powodów do optymizmu.

MK: - Ja się nie zgadzam, że piłka jest najważniejsza. Ten region pokazuje, że od zawsze ma inne sportowe priorytety.

AF: - Ale na świecie!

MK: - My jesteśmy inni! Mimo silnej ligi szóstek. Zastanawiam się jeszcze jak podejść do sportów halowych. Znowu fajnie wygląda futsalowa ekipa AZS-u Uniwersytetu Zielonogórskiego, do której wrócił trener Maciej Górecki.

AF: - Futsal to raczej zabawa.

MK: - Fajny przerywnik na zimowy okres. Wygrali dotychczas wszystko w II lidze.

AF: - Pytanie czy jest plan. Jeśli jest, to idźmy dalej. Mnie z kolei podoba się to, że tworzą się takie małe futbolowe ojczyzny. Tak jest w Ochli, na Chynowie, w Zawadzie. Mają swoich kibiców. Temu bym chciał przyklasnąć.

 

Mamy też „jajowate” piłki

 

MK: - Wróćmy do hali. Siatkarski AZS spadł z II ligi. Co łączy siatkówkę z piłką nożną?

AF: - Zielona Góra nie jest ani miastem siatkarskim, ani miastem piłkarskim.

MK: - Dokładnie! A piłka ręczna? To też AZS, który gra w I lidze, która jest de facto trzecim szczeblem rozgrywek. Oczekiwania były większe, ale na półmetku jest czwarte miejsce.

AF: - Ręczna to mój trzeci sport. Po futbolu i koszykówce. Szczypiorniaka miałem okazję oglądać nawet na igrzyskach. W warunkach klubu akademickiego nic więcej nie uda się zrobić.

MK: - Mamy też „jajowate” piłki. Są rugbyści i futboliści amerykańscy. Ci pierwsi wrócili wreszcie na swój obiekt, dedykowany rugby. Futboliści mają piękny obiekt przy ul. Botanicznej i sporą rzeszę kibiców. Trochę chyba ich rozwój wyhamowała pandemia. 

AF: - Jestem fanem atmosfery na tamtych meczach. Byłem kilka razy. Futbol amerykański do mnie nie trafia, ale organizacja i chęci tych ludzi zasługują na pochwałę. Podobnie zaangażowanie rugbystów. Fajnie, że to się dzieje, ale to zawsze będzie nisza.

MK: - Swoją drogą, rugbyści spadli w ostatnim sezonie. Podobnie jak siatkarze, czy tenisiści stołowi, degradacja za degradacją. Pochylmy się nad ZKS-em Palmiarnią. Zielonogórzanie balansują w ostatnich latach między Superligą, a I ligą. Teraz grają na zapleczu elity.

AF: - Podoba mi się to, że „nie świrują”. Nie robią czegoś ponad plan. Nie ściągają Koreańczyków, nie utrzymują się na siłę. Oby awansowali.

 

Życzenie? Rok awansów!

 

MK: - Myślę, że są mocni w I lidze, ale na Superligę będą za słabi. Ponownie. Skoro wywołaliśmy Drzonków, to porozmawiajmy jeszcze o naszych olimpijczykach. Mieliśmy ich troje. Dwójkę pięcioboistów - Annę Maliszewską i Sebastiana Stasiaka oraz pływaka Jakuba Skierkę. Maliszewska była 20., Stasiak 13. W przypadku Jakuba Skierki, który start zakończył na eliminacjach, użyłbym określenia na pograniczu kompromitacji. Dobrze, że paraolimpijczycy nie zawiedli. Brawo za medale dla Szymona Sowińskiego i Tomasza Jakimczuka!

AF: - Zgadza się. Skierką też byłem zszokowany. Odpadł już po pierwszym starcie. Pięcioboiści? No cóż, tu cały czas jest zmiana pokoleniowa, moim zdaniem. Generalnie w sportach indywidualnych jesteśmy mocni. Sukcesy odnosi zasłużona w strzelectwie Gwardia Zielona Góra. Spójrzmy na przedstawicieli sportów walki! Chłopaki Tomasza Paska - Rafał Gąszczak i Kacper Frątczak, cały czas potwierdzają mistrzowską klasę. Wielu ludzi odradzało Paskowi zakładanie własnego klubu. Mamy tu świetne zaplecze w sportach walki.

MK: - Pamiętajmy o Emilii Czerwińskiej, która dostała się i udanie zadebiutowała na gali KSW. Nie jestem wielkim fanem MMA, ale to trzeba docenić! Sporo ludzi się tym interesuje. Czego życzyć naszym sportowcom na 2022 rok?

AF: - Żebyśmy polepszyli się w futbolu, Falubaz, żeby awansował, a koszykarze zagrali o medale. O indywidualnych sportowców się nie martwię. Generalizując, jest praca i zaangażowanie. Niech trzymają dalej poziom.

MK: - Skoro rok 2021 można podsumować mianem roku degradacji, to niech kolejny będzie rokiem sportowych awansów.

 

 

PLUSY

 

+ Wicemistrzostwo Polski Enei Zastalu BC Zielona Góra

Od stycznia do czerwca koszykarze dostarczyli kibicom wielkich emocji. Grali fajną koszykówkę. W Energa Basket Lidze wprawdzie wyprzedziła ich Arged BM Stal Ostrów Wlkp., ale stało się tak za sprawą „bańki” - czyli finału urządzonego w tym mieście, wbrew logice. Można jedynie zastanawiać się, jak zakończyłaby się ta rywalizacja, gdyby finały play-off odbyły się w normalnej formie, w obu miastach.

 

+ Sukcesy zielonogórskich przedstawicieli sportów walki

Emilia Czerwińska dostała się do najpopularniejszej organizacji MMA w kraju - KSW i zanotowała zwycięski debiut, a Kacper Frątczak i Rafał Gąszczak, czyli podopieczni trenera Tomasza Paska z Akademii Sportów Walki Knockout Zielona Góra jak rządzili, tak rządzą. Obronili tytuły mistrzów świata, są mistrzami Polski, odnosili triumfy podczas Pucharu Świata.

 

+ Wygrana Enei Zastalu BC z CSKA Moskwa w lidze VTB 93:90

Mecz rozegrany 1 lutego 2021 roku przejdzie do historii zielonogórskiej koszykówki. Po porywającym spotkaniu pokonaliśmy jedną z najlepszych drużyn Europy. To był magiczny wieczór. I tylko żal, że z powodu pandemii działo się to w pustej hali CRS.

 

+ Dobre wyniki dwóch znanych klubów - ZKS-u Drzonków i Gwardii Zielona Góra

Mimo zmiany pokoleniowej w pięcioboju i strzelectwie, oba kluby potrafiły wychować zawodników, którzy zdobywając medale na arenie krajowej i międzynarodowej sprawili, że rok 2021 ZKS, jak i Gwardia mogą zaliczyć do udanych. Gwardia została najlepszym klubem lubuskim w klasyfikacji współzawodnictwa dzieci i młodzieży.

 

+ Powrót Patryka Dudka do Grand Prix

Wychowanek Falubazu Zielona Góra powrócił do żużlowej elity czyli Grand Prix. Banicja od cyklu trwała tylko rok. Oby tyle trwał też odpoczynek Dudka od Falubazu. 29-latek po raz pierwszy w karierze zmienił barwy klubowe. W 2022 pojedzie dalej w PGE Ekstralidze dla Apatora Toruń.

 

MINUSY

 

- Słaba postawa piłkarzy zielonogórskiej Lechii

Zarówno wiosną, jak i jesienią Lechia rozczarowała kibiców. Słabo grała wiosną, ale na szczęście miała zapas punktów z jesieni 2020 r. W pierwszej rundzie obecnego sezonu było jeszcze gorzej i zespołowi przyjdzie wiosną 2022 walczyć o utrzymanie. Oby skutecznie, choć łatwo nie będzie.

 

- Spadek żużlowców Falubazu z ekstraligi

Piętnaste biegi meczów z Włókniarzem czy Unią Leszno będą kibiców Falubazu nawiedzać jeszcze długo jako senne koszmary. Zielonogórzanie nie wydawali się najsłabsi w stawce, ale nie potrafili podstawić kropki nad „i” w kluczowych momentach. Nie było też meczu, w którym pojechałby cały zespół. I dlatego ten sezon ekipa Piotra Żyty spędzi na zapleczu elity. Oby tylko ten.

 

- Niezbyt udany początek sezonu 2021/22 koszykarzy Enei Zastalu BC

Plany były wielkie, wspominano o odzyskaniu złotego medalu, a porażki - szczególnie ich styl - sprawiają, że być może trzeba będzie się skupić na walce o ósemkę.

 

- Słabość zielonogórskiej siatkówki i spadek AZS UZ do trzeciej ligi.

Zielonogórski zespół z hukiem spadł z drugiej ligi i nie widać większych szans, żeby tam powrócił. Panowie działacze, którzy odpowiadali za siatkówkę w akademickim klubie, nie przyczynili się w ostatnich latach do jej rozwoju. Wręcz przeciwnie. Narastał marazm, który sprawił, że jeszcze przed pandemią trybuny świeciły pustkami. Do tego systematycznie obniżany był też poziom sportowy. Finisz był łatwy do przewidzenia.

 

- Katastrofalny występ pływaka Jakuba Skierki podczas Igrzysk Olimpijskich w Tokio.

Zawodnik TP Zielona Góra zajął dopiero 27. miejsce na 200 m stylem grzbietowym. Na igrzyska leci się po to, by dać z siebie wszystko i wystąpić przynajmniej na miarę możliwości. Czas Skierki, w jego jedynym występie, był jednak grubo poniżej możliwości zawodnika zielonogórskiego klubu, który igrzyskom podporządkował całe swoje życie.