Uczeń w domu, szkoła w necie

3 Kwiecień 2020
Placówki oświatowe będą zamknięte co najmniej do Wielkanocy. W internecie podobno krąży dowcip: „Jeżeli zdalne nauczanie będzie trwało dłużej, to rodzice wynajdą szczepionkę na koronawirusa szybciej niż naukowcy”. Nikt się nie śmieje?

- Dopóki zdalne nauczanie polegało na powtarzaniu materiału, było jeszcze pół biedy. Ale od tygodnia przestałam ogarniać - mówi pani Anna, mama dwóch uczniów i przedszkolaka, która przez pracodawcę została oddelegowana do pracy zdalnej. - Robię za domowego nauczyciela, przedszkolankę, szkolną stołówkę, a gdy w końcu dorwę się do jednego z dwóch domowych laptopów, również za pracownika na etacie - opowiada poirytowana.

Zdalnie i obowiązkowo

25 marca, tuż po ogłoszeniu stanu epidemii w kraju, w polskich szkołach rozpoczęło się powszechne, obowiązkowe nauczanie zdalne. Po niefortunnym początku - bo pierwszego dnia e-dzienniki, przeciążone powszechnym eksperymentem szkolnym, odmówiły współpracy - i błyskawicznym usprawnieniu systemów oraz zwiększeniu przepustowości serwerów przez operatorów, e-learning ruszył. Dziś nauczyciele, uczniowie a z nimi rodzice nadal oswajają wirtualną rzeczywistość, dla wielu z nich wcześniej całkowicie obcą, i kreatywne techniki realizowania podstawy programowej. To efekt wcześniejszych zaniedbań w oświacie w dziedzinie cyfryzacji.- Trzeba się naprawdę natrudzić przygotowując lekcję przez internet, by uczeń potem sam przebrnął przez zadany temat - mówią nauczyciele. - Moja dziewięcioletnia córka dekoncentruje się już po kilku minutach, muszę zadanie po zadaniu przerabiać razem z nią – przyznaje pani Anna.

Jarosław Skorulski, naczelnik Wydziały Oświaty i Spraw Społecznych w magistracie, zmęczeniu jednych i poirytowaniu drugich wcale się nie dziwi.

- Bo nawet jeśli gdzieś lekcje zdalne są prowadzone w czasie rzeczywistym, to następują zerwania na łączach, a jakość przekazu jest słaba - mówi. - Zresztą, to samo dotyczyło próbnych egzaminów dla uczniów ósmych klas, przeprowadzonych zdalnie. Na stronach komisji egzaminacyjnych ósmoklasiści mieli rozwiązywać zadania od 9.00, ale pierwsze wejścia na stronę z powodu obciążonej sieci udawały się dopiero po 10.00.

Uczeń poza siecią

Nie ma dziś w oświacie jednej platformy, z której w nauczaniu zdalnym korzystałyby szkoły. O jej wyborze decydowali dyrektorzy. Zielonogórskie placówki w obecnym nauczaniu zdalnym bazują m.in. na systemach Vulcan, Librus czy Moodle, nie stronią też od aplikacji WhatsApp, Facebooka, Skype’a a nawet komunikacji SMS-owej, swoją platformę bezpłatnie udostępniła też nowosolska firma Sinersio. Nauka trwa albo w czasie rzeczywistym, albo nauczyciele wysyłają zadania do uczniów, oceniając potem ich wykonanie.

Jednak w zielonogórskich szkołach są uczniowie całkowicie wykluczeni z możliwości korzystania z wymienionych systemów, czyli ze zdalnego nauczania w ogóle. Chodzi o warunki lokalowe, brak dostępu do internetu i komputera, albo dzielenie go z pozostałymi domownikami.

- W Zielonej Górze około 700 uczniów, głównie tych spoza miasta, nie ma w domu dostępu do internetu. W jednej szkole jest jeden taki uczeń, w innej dyrektorzy zgłaszają 40, 67, 80. Coś, co jeszcze wczoraj nie było obligatoryjne, dziś jest. O równym dostępie do edukacji nie ma teraz mowy! - mówi szef zielonogórskiej oświaty.

Problemowi mają zaradzić unijne pieniądze - 180 mln zł na komputery i internet dla uczniów i nauczycieli z całej Polski - o które samorządy mają się ubiegać w resorcie od 1 kwietnia.

- Nasze szkoły publiczne i niepubliczne łącznie sygnalizują zapotrzebowanie na około 1556 laptopów czy tabletów dla uczniów i 429 dla nauczycieli oraz na dostęp do internetu dla 734 osób. Ministerstwo do ostatniego dnia marca nie określiło jednak żadnych kryteriów, jednocześnie namawiając samorządy do kupowania sprzętu przed jego rozliczeniem - wyjaśnia J. Skorulski.

W każdym razie miasto liczy na dotację w wysokości około 100 tys. zł, bo tak wynika z ministerialnych wyliczeń, i sprawdza ceny sprzętu.

- To, niestety, kropla w morzu potrzeb zgłoszonych przez dyrektorów - wzdycha naczelnik. - Wystarczy na jakieś 50 komputerów.

Zdrowie psychiczne ważniejsze

- Nauczanie nie powinno być plebiscytem na lepszy komputer, lepsze oprogramowanie i fajniejszy zasięg. A to, że jesteśmy rozliczani z naszej pracy, spowoduje tylko frustrację u uczniów, rodziców i nauczycieli. Egzaminu w klasach ósmych w ogóle nie powinno być, a maturę, gdyby to ode mnie zależało, przesunęłabym w czasie - powiedziała tydzień temu w audycji Radia Index Wioleta Haręźlak, dyrektor Departamentu Edukacji i Spraw Społecznych w zielonogórskim magistracie. Sęk w tym, że oba egzaminy już za pasem, a młodzież, rodzice i nauczyciele wciąż nie wiedzą, czy się odbędą. W. Haręźlak zwróciła się więc z apelem do nauczycieli: - Zróbmy wszystko, aby dzieciom dostarczyć niezbędny materiał, ale nie przeciążajmy ich, bo podstawa programowa tego nie wymaga.

(el)

 

wybierz swoje
Barcikowice sołtys Franciszek Kosidło Franciszek Kosidło
Drzonków sołtys Renata Woźniak Renata Woźniak
Jany i Stożne sołtys Monika Turzańska Monika Turzańska
Jargoniewice sołtys Elżbieta Świercz Elżbieta Świercz
Jeleniów sołtys Wojciech Bortnowski Wojciech Bortnowski
Kiełpin sołtys Aneta Walczak Aneta Walczak
Krępa sołtys Janusz Sikora Janusz Sikora
Łężyca sołtys Jolanta Rabęda Jolanta Rabęda
Ługowo sołtys Agnieszka Głuska Agnieszka Głuska
Nowy Kisielin sołtys Andrzej Zalewski Andrzej Zalewski
Ochla sołtys Aleksander Kosowicz Aleksander Kosowicz
Przylep sołtys Mieczysław Momot Mieczysław Momot
Racula sołtys Mirosława Jabłonka Mirosława Jabłonka
Stary Kisielin sołtys Krystyna Koperska Krystyna Koperska
Sucha sołtys Ireneusz Rypson Ireneusz Rypson
Zatonie i Marzęcin sołtys Krzysztof Sadecki Krzysztof Sadecki
Zawada sołtys Jan Smoter Jan Smoter
Zielona Góra prezydent Janusz Kubicki Janusz Kubicki