Powrót do „nowego” przedszkola

10 Maj 2020
- Uchylamy drzwi do żłobków i przedszkoli - mówi Jarosław Skorulski, szef miejskiej oświaty. W środę, po prawie dwóch miesiącach przerwy, wróciło do nich 866 dzieci.

To tylko 16 procent maluchów, które przed 12 marca uczęszczały do zielonogórskich placówek. 4.650 dzieci nadal pozostaje w domach, już bez zajęć zdalnych, które wcześniej organizowały nauczycielki. Teraz nie wykonają podwójnej pracy. Od środy funkcjonują wszystkie miejskie żłobki i przedszkola. - Co do jednego - potwierdza Jarosław Skorulski, naczelnik Wydziału Oświaty i Spraw Społecznych. Wyjątek stanowią trzy oddziały zerowe w szkołach, do których na razie nie zgłoszono ani jednego dziecka.

O możliwości otwierania żłobków i przedszkoli od 6 maja, rząd poinformował tydzień wcześniej, tuż przed majówką, pozostawiając samorządom twardy orzech do zgryzienia: otworzyć, nie otworzyć? I trzy dni robocze na decyzję oraz przygotowania. Bo wytyczne Inspekcji Sanitarnej z 4 maja, podyktowane względami bezpieczeństwa, dolały oliwy do ognia, sprawiając że otwarcie placówek w czasie epidemii stało się poważnym przedsięwzięciem logistycznym. Dezynfekcja dosłownie każdego kąta w obiektach i na placach zabaw, stolików, krzeseł, sztućców, zabawek, chowanie kredek, pluszaków i poduszek, a nawet usuwanie dywanów, ustalanie nowych procedur, organizowanie wewnętrznych izolatoriów, zbieranie zgłoszeń od rodziców, wyposażanie placówek w płyny dezynfekcyjne, maseczki, rękawiczki - to tylko część wyzwań, które stanęły przed placówkami... lub nadal stoją, jeśli organy, którym podlegają, decyzji o otwarciu jeszcze nie podjęły.

- Koniec. Kropka, wracamy do sytuacji sprzed pandemii.(...) Chcemy otworzyć nasze żłobki i przedszkola. To jest możliwość, a nie obowiązek. Namawiam, by dzieci zostały w domu - prezydent Janusz Kubicki decyzję w sprawie „odmrażania” placówek oświaty podjął 30 kwietnia i słowa te szybko obiegły Zieloną Górę. Miasto jako jedno z pierwszych w Polsce „uchyliło drzwi” żłobków i przedszkoli. W każdej chwili - jak zapowiedział magistrat - te drzwi znów mogą zostać zamknięte, gdyby w rejonie poważnie wzrosła liczba zakażeń. Od wielu tygodni liczba zachorowań na COVID 19 w Lubuskiem jest najmniejsza w kraju. Od 4 marca do 6 maja na ponad 1 milion Lubuszan zachorowało 90. To najistotniejszy argument przemawiający za zielonogórską próbą powrotu do tzw. „nowej normalności”. Jest jeszcze jeden:

- Skoro epidemiolodzy przekonują nas, że epidemia może trwać nawet dwa lata, to oznacza, że musimy nauczyć się z nią żyć, zachowując wszelkie środki ostrożności - powiedział w Radiu Index Jarosław Skorulski i dodał: - Decyzja o otwarciu placówek była konsultowana z dyrektorem Departamentu Bezpieczeństwa i Zarządzania Kryzysowego, sanepidem i podczas telekonferencji z dyrektorami żłobków i przedszkoli. Nie była łatwa.

W środę do miejskich placówek wróciło 866 dzieci, wszystkie, które zostały zgłoszone przez pracujących rodziców. Wracają oni do pracy, m.in. w zielonogórskich lecznicach, służbach mundurowych, gospodarce. Tylko w jednym przedszkolu nie przyjęto kilkunastu dzieci niepracujących rodziców - informują w magistracie.

Zgodnie z wytycznymi Inspekcji Sanitarnej w jednej grupie przedszkolnej może być najwyżej 12 maluchów, w uzasadnionych przypadkach 14. W miejskich placówkach są jeszcze małe „luzy”. Do niektórych grup zapisano ośmioro, dziewięcioro dzieci - Można je jeszcze uzupełnić - mówi szef zielonogórskiej oświaty.

A co dalej? Dziś wszystko jest możliwe: ponowne zamknięcie placówek ze względów epidemicznych albo stopniowy powrót do nich pozostałych dzieci, jeśli zielonogórskie rozwiązanie się sprawdzi, a ludzie poczują się bezpiecznie. Czas pokaże.

Na razie, w przededniu otwarcia do żłobków i przedszkoli dotarł płyn dezynfekcyjny od wojewody, miasto dostarczyło fartuchy i płyny dezynfekcyjne do izolatoriów, płyny do mycia rąk i odkażania pomieszczeń, a nauczycielkom 800 przyłbic.

- Po zakończeniu pracy każdy obiekt jest ozonowany, wszystkie pomieszczenia, dlatego mogliśmy zostawić w nich dywany. Pluszaki i poduchy musieliśmy jednak usunąć. Place zabaw też są dezynfekowane, usługę wykonuje firma wynajęta przez ZGK. Posiłki na salę przynosi dzieciom pomoc wychowawcy - relacjonuje J. Skorulski.

Zalecenia sanitarne są surowe, m.in. nie mogą stykać się ze sobą dzieci z różnych grup, jest zakaz wnoszenia domowych zabawek, wyznaczono 4 mkw. sali dla jednego malucha... – Wielu zaleceń nie da się przestrzegać na sto procent - skomentował prezydent Kubicki na swoim fanpage’u i poprosił rodziców o wyrozumiałość dla przedszkolanek.

Bo one teraz dla swych podopiecznych robią wszystko, co w ich mocy. I pierwszy raz w życiu po nowemu.

(el)

 

Renata Rogacewicz, dyrektor przedszkola nr 34 przy ul. Boh. Westerplatte:

- Rodzice wykazali się wielką odpowiedzialnością, jesteśmy z nimi w stałym kontakcie. Kto pracuje zdalnie albo dysponuje wolnymi dniami, postanowił je wykorzystać. Dlatego dzieci w środę mieliśmy tylko czworo - na 153. Przygotowujemy się jednak do przyjęcia większej liczby od poniedziałku, bo mamy takie deklaracje. Zrobiliśmy wszystko, żeby do przedszkola nie prześliznęła się nawet mysz. Choć jesteśmy dobrze wyposażeni w sprzęt, środki ochrony, procedury, te ostatnie wciąż doskonalimy. Jesteśmy więc wdzięczni rodzicom, że w nową rzeczywistość pozwalają nam wchodzić drobnymi kroczkami. Gdy dzieci przyjdzie więcej, my będziemy bogatsze w doświadczenie, a procedury wejdą nam w krew. W środę był lekki smuteczek, ale panie, które nawet nie mogły przytulić dzieci, przygotowały dla nich małe niespodzianki. Mamy też były bardzo przejęte. W tej chwili na materacach, które możemy dezynfekować, dzieci budują olbrzymi dom i taras z klocków. Zachowują więc odstęp, a przy tym świetnie się bawią. Bardzo szybko się zaadoptowały.

Monika Świątkowska - dyrektor przedszkola nr 19 (ZE nr 10) przy ul. Energetyków:

- Na 206 dzieci do przedszkola rodzice zapisali 27. Jednak w środę było ich 14, a dziś tylko 13. Większej gromadki spodziewam się od poniedziałku. Teraz działają u nas trzy oddziały, z sześcioma nauczycielami, po dwóch na grupę. Wielu nauczycieli jest na zasiłkach opiekuńczych, mają małe dzieci. Rodzice otrzymali od nas informacje o procedurach, m.in. co powinni powiedzieć dziecku, jak wyjaśnić sytuację i jak przygotować do pierwszego dnia pobytu. To bardzo, ale to bardzo pomogło. My też tłumaczymy dzieciom, dlaczego nie mogą przynieść do przedszkola swojej ulubionej zabawki, a mama prowadzi je tylko do drzwi, a nie na salę, dlaczego nie czekały na nie ulubione pluszaki, kolega i „ich pani”, a ta która jest ma na głowie coś plastikowego. W przedszkolu zrobiliśmy dwie strefy bezpieczeństwa, w drugiej dziecko zatrzymuje się z rodzicem i jest przekazywane pomocy nauczyciela, która prowadzi je do szatni, rozbiera, przekazuje do grupy. Wczoraj byłam pod wrażeniem, bo rodzice byli naprawdę bardzo zdyscyplinowani.

 

wybierz swoje
Barcikowice sołtys Franciszek Kosidło Franciszek Kosidło
Drzonków sołtys Renata Woźniak Renata Woźniak
Jany i Stożne sołtys Monika Turzańska Monika Turzańska
Jargoniewice sołtys Elżbieta Świercz Elżbieta Świercz
Jeleniów sołtys Wojciech Bortnowski Wojciech Bortnowski
Kiełpin sołtys Aneta Walczak Aneta Walczak
Krępa sołtys Janusz Sikora Janusz Sikora
Łężyca sołtys Jolanta Rabęda Jolanta Rabęda
Ługowo sołtys Agnieszka Głuska Agnieszka Głuska
Nowy Kisielin sołtys Andrzej Zalewski Andrzej Zalewski
Ochla sołtys Aleksander Kosowicz Aleksander Kosowicz
Przylep sołtys Mieczysław Momot Mieczysław Momot
Racula sołtys Mirosława Jabłonka Mirosława Jabłonka
Stary Kisielin sołtys Krystyna Koperska Krystyna Koperska
Sucha sołtys Ireneusz Rypson Ireneusz Rypson
Zatonie i Marzęcin sołtys Krzysztof Sadecki Krzysztof Sadecki
Zawada sołtys Jan Smoter Jan Smoter
Zielona Góra prezydent Janusz Kubicki Janusz Kubicki