Droga? Jeszcze jakoś ujdzie. Ale chodniki to trzeba zrobić!

1 luty 2013
- Widzi pani, co się dzieje? Śnieg stopniał. I co wylazło? Dziury. To udręka kierowców. A co boli pieszych? Chodnika brak i pozostaje nam pobocze. Przejść się tędy bez kaloszy nie da – pokazuje Jan Kubala. Dziś spotkanie z mieszkańcami.

W Jarogniewicach jesteśmy w samo południe. Słońce wyjrzało na chwilę zza deszczowych chmur, odbija się w dachówkach urokliwego kościółka. I w stojących po obu stronach drogi kałużach… - Widzi pani, co się dzieje? Śnieg stopniał. I co wylazło? Dziury. To udręka kierowców. A co boli pieszych? Ze chodnika brak i pozostaje nam pobocze. Przejść się tędy bez kaloszy nie da. Błoto i woda. Zupełnie się człowiek przemoczy. I niech się pani cieszy, że akurat teraz nic nie jedzie. To by się pani zdziwiła, jak samochód potrafi prysznic pieszemu urządzić – mówi Jan Kubala. I macha ręką nad moją głową. – O, tam, przy przystanku jaka woda stoi! Tam by się przydało teren utwardzić, jakoś zagospodarować tę pętlę. A już na pewno chodniki trzeba zrobić. Przecież tędy ludzie chodzą, dzieci na autobus – tłumaczy pan Jan. – Świetlicę mamy jak się patrzy, piękną, wyremontowaną, przyjeżdżają się tu bawić ludzie z Zielonej Góry, wesela u nas robią. Tym bardziej przydałoby się ten rejon w centrum doprowadzić do porządku. Żeby to jakoś wyglądało.

A jak już mowa o przystanku, to pan Jan od razu zaznacza, że mieszkańcom doskwiera brak autobusów. – Teraz jest ich stanowczo za mało, jak ktoś pracuje na drugą, czy trzecią zmianę, to nie ma jak dojechać. Na piechotę z Ochli, gdzie MZK kończy kurs, nikt przecież nie będzie szedł. Do Kiełpina wiem, że ludzie chodzą, ale do Jarogniewie to już szmat drogi, za daleko – dodaje mężczyzna.

Chodniki chętnie widziałby we wsi także Jerzy Badowski. – Bo teraz to żadnego nie ma. A są potrzebne. I to bardzo. Dzieci mi najbardziej szkoda, jak tak idą bokiem drogi. To przecież niebezpieczne. Widziała pani, jak tu samochody gnają? Setką i ponad lecą niektórzy! I trzeba schodzić na bok. A tam woda stoi, nie spływa. I jak tu iść? – wzrusza ramionami pan Jerzy.

Możemy przez chwilę poczuć się tak, jak zmierzający w stronę przystanku, czy sklepu mieszkańcy Jarogniewic. Bo idziemy w stronę centrum wsi. Z bocznej drogi wyjeżdża na rowerze młoda kobieta. Pojazd nieźle radzi sobie w slalomie między kałużami. Jednak stan drogi nie jest dla cyklistki problemem. – Proszę napisać, że plac zabaw by się przydał. Bo maluchy nie mają się gdzie podziać – rzuca pani Marlena i pędzi dalej, tłumacząc, że nie ma czasu na dłuższą pogawędkę.

- Wiem, że plac zabaw będzie gmina u nas robić. Jest taki w najbliższych planach – zaznacza Jan Skoniecki, kiwając na nas z góry. A my zadzieramy głowy, bo pan Jan stoi na szczycie drabiny, opartej o ścianę jednego z domów. Czyści z mchu dachówki. – Słońce wyszło, wiosną zapachniało, to aż się chce za takie porządki zabierać – tłumaczy z uśmiechem. Pan Jan przyznaje, że słyszał o planach połączenia miasta z gminą. – I słyszałem o pieniądzach, które mają do nas trafić z miasta. A jest tu parę rzeczy do zrobienia. Warto byłoby zabrać się za ten plac w centrum, nie ma chodników, a tędy ludzie do sklepu chodzą, dzieci na autobus szkolny. To jest największy problem. Bo tak, to my tu wszystko mamy. Prawie jak w Zielonej Górze! Bo my już prawie jak Zielona Góra jesteśmy, prawda? - puszcza żartobliwie oko.

- Ja mieszkam 40 lat w mieście, a tu się urodziłam – opowiada Julia Rybak. – I wie pani, jak to człowieka na stare śmieci ciągnie? Ja mam wymówkę, bo przyjeżdżam tu do mamy, do brata. Często bywam w Jarogniewicach. I z przyjemnością wdycham tutejsze powietrze. Bo ono jednak jakieś inne jest. Czyste. Świeże. I nic tego nie zmieni, nawet jeśli wieś połączy się z Zieloną Górą. A może za to pojawi się szansa na to, że tu kiedyś będzie kanalizacja i gazociąg pociągną?

Przez drogę zamierza właśnie przejść Janina Urbanek. – O, i to jest najważniejsza rzecz, ta droga. Co ja będę dużo tłumaczyć? Wystarczy spojrzeć. Dziury, woda stoi - pani Janina przekłada siatkę z zakupami do drugiej ręki. I uśmiecha się niemalże szelmowsko, pytając: - Pewnie nie jestem oryginalna, prawda? Założę się, że każdy, z kim pani rozmawia, mówi o tym samym. Bo tematem drogi trzeba się zająć w pierwszej kolejności.

 Daria Śliwińska-Pawlak
D.Sliwinska-Pawlak@Lzg24.com.pl

 

Artykuły powiązane: 

Nasza wieś? Nie za mała, nie za duża

- Mogę śmiało stwierdzić, że my tu jesteśmy jak jedna, wielka rodzina. Bo ludzie w Jarogniewicach są naprawdę fajni – uśmiecha się Elżbieta Świercz, sołtys wsi.
wybierz swoje
Barcikowice sołtys Franciszek Kosidło Franciszek Kosidło
Drzonków sołtys Renata Woźniak Renata Woźniak
Jany i Stożne sołtys Monika Turzańska Monika Turzańska
Jargoniewice sołtys Elżbieta Świercz Elżbieta Świercz
Jeleniów sołtys Wojciech Bortnowski Wojciech Bortnowski
Kiełpin sołtys Aneta Walczak Aneta Walczak
Krępa sołtys Janusz Sikora Janusz Sikora
Łężyca sołtys Jolanta Rabęda Jolanta Rabęda
Ługowo sołtys Agnieszka Głuska Agnieszka Głuska
Nowy Kisielin sołtys Andrzej Zalewski Andrzej Zalewski
Ochla sołtys Aleksander Kosowicz Aleksander Kosowicz
Przylep sołtys Mieczysław Momot Mieczysław Momot
Racula sołtys Mirosława Jabłonka Mirosława Jabłonka
Stary Kisielin sołtys Krystyna Koperska Krystyna Koperska
Sucha sołtys Ireneusz Rypson Ireneusz Rypson
Zatonie i Marzęcin sołtys Krzysztof Sadecki Krzysztof Sadecki
Zawada sołtys Jan Smoter Jan Smoter
Zielona Góra prezydent Janusz Kubicki Janusz Kubicki