Po połączeniu mamy duże szanse na ożywienie gospodarcze.

31 Marzec 2014
- Stawką w grze nie jest tylko miły prezent od ministra finansów za nasze zgodne połączenie. Zabiegamy o miliardowe inwestycje w gospodarkę, czyli o setki przetargów i zleceń dla naszych firm - uważa Norbert Piskorz.

- Czy zielonogórscy komornicy mają dużo pracy?
Norbert Piskorz, komornik sądowy przy Sądzie Rejonowym w Zielonej Górze: - Sporo. Dlaczego pan pyta?

- Komornicze egzekucje to taki termometr. Wskazuje, czy gospodarkę trawi kryzysowa gorączka. Stąd moje pytanie.
-
Stosując medyczną terminologię: zawał nam nie grozi, ale dobrze też nie jest. Objawy choroby widoczne są gołym okiem.

- Czyli?
- Firmy dławi brak dostępu do gotówki. Na rynku trwa finansowa susza. Gospodarkę przydusza ciężar faktur, za które miesiącami nikt nie płaci. Stąd wyroki i komornicze windykacje. Bolesne dla obu stron, bo komornik nie uleczy gospodarki, co najwyżej pomoże odzyskać część utraconych pieniędzy.

- Połączenie miasta z gminą może odmienić ten niekorzystny stan?
- Na pewno złagodzi. Połączenie miasta i gminy odegra rolę pompy wtłaczającej strumień dużych pieniędzy bezpośrednio do budżetu miasta, a za jego pośrednictwem na konta miejscowych firm oraz ich właścicieli i pracowników. Po połączeniu mamy duże szanse na ożywienie gospodarcze. Zwłaszcza w sektorze firm budowlanych. I dobrze, bo budownictwo wszędzie odgrywa rolę koła zamachowego dla całej gospodarki. Ale tego wymarzonego boomu nie będzie bez solidnego zastrzyku budżetowych pieniędzy. Innego źródła dodatkowych pieniędzy, oprócz połączenia, nie dostrzegam.

- Ma pan na myśli słynne już 100 mln zł za zgodne połączenie?
- Nie tylko. Jeszcze ważniejsze są pieniądze z unijnych programów. Stawką w połączeniowej grze nie jest tylko miły prezent od ministra finansów za nasze zgodne połączenie. Przede wszystkim zabiegamy o miliardowe inwestycje w miejską i gminną gospodarkę, czyli o setki przetargów i zleceń dla naszych firm. A z każdym zleceniem wiązać się będzie zapłata. Pewna, bo miasto jest wiarygodnym płatnikiem.

- A jeśli się nie połączymy, co wtedy?
- Jeśli się nie połączymy, nie doczekamy upragnionego deszczu inwestycji. I uschniemy, niczym trawa na pustyni.

- Kiedyś przekonywano nas, że wystarczy wstąpić do Unii i będziemy bogaci, że wystarczy wstąpić do NATO i będziemy mieli bezpieczne granice. Teraz słyszę - połączenie wszystko nam załatwi…
- Ha! Trafił pan w sedno. Sam od lat głoszę, że żaden wójt i żaden prezydent nie są w stanie zastąpić mieszkańców. To my, obywatele, musimy zakasać rękawy i samodzielnie zadbać o lepszą przyszłość dla siebie i naszych dzieci. Choćby naśladując aktywność stowarzyszenia „Nasza Radomia”, którego jestem członkiem. A połączenie miasta i gminy właśnie zależy przede wszystkim od nas. Dlatego nie zgadzam się z opinią, że budujemy fałszywy połączeniowy mit, niczym ten o niewidzialnej ręce rynku, która wszystko za nas miała wyregulować i naprawić. Bo to my pomaszerujemy do urn. Osobiście! Ale jeśli nie będzie się nam chciało, bo trawka zielona i słonko wysoko na niebie, to na własne życzenie zmarnujemy historyczną szansę, choć nam czynić tego nie wolno.

- Wójtowi Zalewskiemu chyba wolno, skoro już teraz odmawia negocjacji nad zawartością Kontraktu Zielonogórskiego, twierdząc, że nie ma pełnomocnictw mieszkańców gminy…
- Wójt trochę przypomina mi Nikitę Chruszczowa, który w ONZ walił butem w mównicę, krzycząc:- Nie będę rozmawiał! A może wójt uważa, niczym Juliusz Cezar, że „Lepiej być pierwszym na prowincji niż drugim w Cesarstwie”? Ale jeśli mielibyśmy na serio przyjąć jego uzasadnienie odmowy negocjacji, to równocześnie powinniśmy zapytać, czy ma upoważnienie mieszkańców do blokowania połączenia, i czy nie powinien zacząć organizować referenda w każdej istotnej sprawie. Bo jeśli wójt nie ma upoważnienia mieszkańców w jednej ważnej sprawie, to w innych także nie ma. Tu innego wyjścia nie ma. Albo, albo.

- Dziękuję.
Piotr Maksymczak

Artykuły powiązane: 

Gdyby nie mieszkańcy czas stanąłby tu w miejscu

- Gdyby gmina naprawdę była bogata, już dawno byłaby miodem i mlekiem płynąca. A nie jest. Wystarczy wyjechać za rogatki miasta. Gołym okiem widać, że nie ma co grabić - uważa Zdzisław Strach.

Tylko referendum może postawić tamę populizmowi

- Boimy się stracić. Boimy się, że obietnica korzyści to taki przysłowiowy gołąb na dachu. Może i piękny, ale nie dla nas - tłumaczy Marek Humiński.

Połączenie nie może być tylko pustym hasłem!

- Od polityków oczekuję czegoś znacznie poważniejszego niż tylko biadolenia. Oczekuję odpowiedzi: co zamiast połączenia? – przekonuje Piotr Nawracała.
wybierz swoje
Barcikowice sołtys Franciszek Kosidło Franciszek Kosidło
Drzonków sołtys Renata Woźniak Renata Woźniak
Jany i Stożne sołtys Monika Turzańska Monika Turzańska
Jargoniewice sołtys Elżbieta Świercz Elżbieta Świercz
Jeleniów sołtys Wojciech Bortnowski Wojciech Bortnowski
Kiełpin sołtys Aneta Walczak Aneta Walczak
Krępa sołtys Janusz Sikora Janusz Sikora
Łężyca sołtys Jolanta Rabęda Jolanta Rabęda
Ługowo sołtys Agnieszka Głuska Agnieszka Głuska
Nowy Kisielin sołtys Andrzej Zalewski Andrzej Zalewski
Ochla sołtys Aleksander Kosowicz Aleksander Kosowicz
Przylep sołtys Mieczysław Momot Mieczysław Momot
Racula sołtys Mirosława Jabłonka Mirosława Jabłonka
Stary Kisielin sołtys Krystyna Koperska Krystyna Koperska
Sucha sołtys Ireneusz Rypson Ireneusz Rypson
Zatonie i Marzęcin sołtys Krzysztof Sadecki Krzysztof Sadecki
Zawada sołtys Jan Smoter Jan Smoter
Zielona Góra prezydent Janusz Kubicki Janusz Kubicki